Fochy? Nie bądź głupia!

No tags 0

Kiedy są przedmiotem dowcipów, bywają nawet zabawne. W realnym życiu potrafią schrzanić związek, skomplikować to, co mogłoby być proste i dodać fajnej kobiecie aury wariatki. O co chodzi? Podpowiedź to słynne już: „o nic!” Czyli będzie o damskim fochu – broni, którą strzelamy zupełnie nieumiejętnie.

Ktoś mógłby zapytać: „a dlaczego o damskim? Faceci też się fochują!”. Być może i tak. Ale nadal stanowią mniejszość. Powiedzmy sobie – taka skala to tysiąc fochujących się kobiet na jednego faceta. Obrażanie się to nasza domena i nie ma co tu strzelać fochów, że jest… inaczej.

Skąd ten foch?

Zanim przejdziemy do wyjaśnienia, dlaczego rzucanie fochów jest bezsensowne (bo jest), warto zastanowić się nad powodami, dla których właściwie w ogóle używamy tej formy odpowiedzi w kłótni. A przyczyn jest kilka.

Bo to jest łatwe
Kontrola swoich emocji, uciszanie gniewu, próba spojrzenia na sprawę z perspektywy drugiej strony i w końcu podjęcie wysiłku jej zrozumienia – nie oszukujmy się, to męczarnia. Potrzeba dużej dojrzałości i siły, żeby powiedzieć sobie samej: „Dobra, uspokajam się. Może nie mam racji. Spróbuję spojrzeć na to z jego strony”. Co więcej, trudne jest już samo uciszenie w sobie agresora, gdy on robi coś zupełnie nie tak, jak trzeba.

A foch? Foch jest po prostu banalnie łatwy. Nie pozmywał? Foch. Powiedział, że źle wyglądam? Foch. Foch nie wymaga wysiłku, to pójście po najprostszej linii oporu. Po co się wysilać i myśleć o sobie nawzajem, gdy można walnąć minę księżniczki i przestać się odzywać?

Bo sądzimy, że to kara
To w sumie trochę zabawne. Nie od dzisiaj wiadomo, że większość facetów raczej będzie narzekać na gadatliwość kobiet, niż na milczenie z ich strony. A panie, wiedząc o tym, nadal uważają, że ukarzą swojego mężczyznę, jeśli nagle zamilkną. Przestaną wymagać i pójdą do innego pokoju. Naprawdę sądzą, że jeśli na proste pytanie odpowiedzą „Nic!”, to jego to zaboli, ruszy, zmusi do myślenia. A kto czuje to najdotkliwiej? Nie, nie oni. Kobieta, która strzela focha. Tylko ona kipi w tym momencie ze złości i prowadzi wewnętrzne monologi. On słyszy „nic” i tyle.

Bo jesteśmy bezradne
W Internecie możemy na dzień dobry znaleźć milion tekstów z poradami, jak sprawić, by dziecko nauczyło się nazywania emocji. Aby było śmieszniej – wielu dorosłych (i panów również) tego nie potrafi! Nie umiemy powiedzieć „jest mi przykro, zabolało mnie to, bo…” czy „poczułam się tak, jakby…”. Konieczność nazwania emocji, w sumie prosta rzecz, jest dla nas arcytrudna. Gdy zatem dochodzi do konieczności zmierzenia się z tym, co w nas buzuje, nie potrafimy tego nazwać, czujemy się tak bezradne wobec złości i agresji, że jedyną rozsądną reakcją wydaję nam się to, co już umiemy – obrażenie się.

Bo lubimy wymuszać
No niestety, ale tak jest. Foch jest formą broni ostatecznej. Z boku wygląda to mniej więcej tak: ona strzeliła focha. Rozmawiać nie będzie. Odpowiadać też nie. Analizować wspólnie sytuacji – nie ma mowy. Choćby za Chiny nie miała racji, to i tak jedyną formą rozwiązania problemu jest wydukanie przeprosin z jego strony. Oszukańczy szach mat – albo przeprosisz albo sorry, nie będzie nas, nie będzie seksu, niczego nie będzie. Nie można nazwać tego inaczej, niż zwyczajnym wymuszeniem. Dodajmy, dziecinnym.

Jej foch, jego reakcja

Spójrzmy teraz na sprawę z innej strony – tej męskiej. Jak wygląda damski foch w ochach faceta?

Zacznijmy od korzyści – jak już bowiem wiemy, obrażenie się nie jest dla faceta taką karą, jak sądzimy. Po dużej kłótni o to, że na podłodze w sypialni znowu są walnięte jego rzeczy, ona strzela focha. Milknie, zaczyna sprzątać w wielkiej złości całe mieszkanie. On siada przed telewizorem, bo w sumie czemu nie? Przecież ona i tak z nim nie pogada, więc nie ma co zaczynać, a skoro chce wszystko sama posprzątać, to kto jej zabroni. I cisza i czysto. No i nie trzeba wnikać w szczegóły jej samopoczucia. A że czasem trzasną drzwi? Oj tam oj tam, i tak się opłaca.

Dalej – każdy facet doskonale wie, że jej w końcu przejdzie. No bo co, rozwód? Nie przesadzajmy. Wyprowadzka? Spokojnie, to tylko małą kłótnia jakich tysiące. Ewentualnie, jeśli już będzie naprawdę sfochowana (czytaj: dłużej, niż dwa dni), to kupi się jakiś mały wiecheć i powie się „przepraszam, przesadziłem”. Nie to, żeby naprawdę on tak myślał – przecież tak naprawdę nawet nie wie, o co jej chodzi. Ale wie, jak sprawić, by znowu było w miarę normalnie.

Podsumujmy. Ona kipi ze złości przez dwa dni. Wyrzuca żale koleżance, płacze w poduszkę, czuje się niedowartościowana i ignorowana. To, że on „może tak wytrzymać” utwierdza ją w przekonaniu, że jej nie kocha. Ale jednocześnie, zamiast po prostu powiedzieć o swoich emocjach i uczuciach, odpowiada znajome „Domyśl się” albo „Nieważne”. A on funkcjonuje sobie właściwie prawie bez zmian. Jeśli ona mówi „nieważne”, to nieważne, prawda? Nie chce rozmawiać, to nie. I przynajmniej film można obejrzeć.

Co daje foch i czym warto go zastąpić?

Foch nic nie daje. A nie, pardon! Daje to, że związek się psuje. Jest formą reakcji zapożyczoną od małych dzieci. Różnica jest jednak taka, że mama i tata nie wyrzekną się nawet najbardziej obrażalskiego na świecie dziecka. Ale już mężczyzna, który będzie musiał ciągle stykać się z fochami, może pewnego pięknego dnia powiedzieć po prostu: „Basta, mam dość. Chcę kobiety, która umie rozmawiać i nie zachowuje się jak dziecko”. I jest po ptakach, choć „miało być tak pięknie”.

Nawet kobieta, która często popełnia błędy, może – na szczęście, w porę się opamiętać. I zastąpić stare zwyczaje nowymi. A mówiąc dosadnie, naprawdę możemy zrezygnować z fochów. Trzeba jednak wiedzieć, czym je zastąpić. A zatem?

Po pierwsze, nie chodzi o to, żeby nagle stać się kobietą, która ze sfochowanej staje się mistrzynią dyplomatycznej  rozmowy i wyrozumienia. To, że ktoś się nie obraża nie oznacza, że nie ma prawa do złości, a nawet chęci wyjścia z siebie i stanięcia obok! Jest jednak ogromna różnica między strzeleniem focha a powiedzeniem: „Słuchaj, jestem w tym momencie tak strasznie cholernie zła, że za chwilę powiem coś naprawdę niefajnego. Nie chcę z tobą rozmawiać i nawet na ciebie patrzeć, potrzebuję godziny dla uspokojenia się”. To prosty, racjonalny komunikat, który pozwoli obu stronom zwyczajnie ochłonąć, zanim padną słowa grozy, a sąsiedzi zaczną walić miotłą w celu przywrócenia spokoju. A potem można – i trzeba wrócić do rozmowy.

Druga sprawa – wykreślenie ze słownika głupkowatych odpowiedzi, które nie są prawdziwe. Zapominamy o wszystkich „nic się nie stało” i „nieważne”. Stało się przecież i jest to ważne, bo chodzi o was. I kłamanie jest kompletnie bezcelowe. Ugryź się w język, gdy chcesz powiedzieć „nic” i się odwrócić. Powiedz „jest mi cholernie przykro, że zachwycałeś się żoną Adama. Bardzo się staram, a nie słyszę od ciebie podobnych komplementów. Czuję się gorsza i mam ochotę się popłakać”. Tylko w taki sposób masz szansę osiągnąć swój cel – czyli sprawić, by on zrozumiał, o co ci chodzi.

No i po trzecie – sztuka rozmowy. Ćwiczcie ją ciągle. Ustalcie zasady pt. „nie przerywamy sobie” i „każdy mówi, co go boli”. I podczas takiej rozmowy słuchaj, zamiast przygotowywać sobie ripostę w głowie – może się okaże, że nawet zmienisz zdanie?

Nie bądź banalna, bądź wyjątkowa
Fochy to banał. Nie bądź banalna, bądź inna, niż wszystkie kobiety. To nie jest łatwe, ale jest możliwe. I naprawdę warto zacząć właśnie od tego, żeby wywalić fochy z domu.

0