PMS – wszystko, co powinnaś wiedzieć

Jeszcze nie tak dawno uważany za kobiecą histerię, coś kompletnie niezrozumiałego i związanego po prostu z humorami. Dzisiaj już wiemy, że PMS to nie przelewki – z syndromem napięcia przedmiesiączkowego męczy się wiele z nas. Nadal jednak żyjemy w świecie mitów i nieporozumień, krążących wokół tego zjawiska.

Warto zatem dowiedzieć, z czym właściwie wiąże się PMS i – co pewnie istotniejsze, jak sobie z nim radzić. Na przykład zanim nasz partner powie stanowcze „dość”.

Mity krążące okół PMS

Z PMS jest trochę jak z depresją – niby wszyscy wiemy wszystko, ale w praktyce, w publicznej świadomości brakuje wielu konkretów. Niemało jest za to mitów, które zdecydowanie utrudniają kobiece funkcjonowanie w tym trudnym okresie. Przyjrzyjmy się im – jakie twierdzenia o PMS są nieprawdziwe?

Objawy PMS są takie same u wszystkich kobiet
Absolutnie nie! Co więcej – nawet u tej samej kobiety PMS może wyglądać różnie w różnych miesiącach. Oczywiście istnieje kilka objawów najbardziej charakterystycznych i typowych, co nie zmienia faktu, że ogólnie objawów wyodrębniono aż blisko 150.

Nie istnieje w zasadzie coś takiego jak PMS, to usprawiedliwienie dla fochów
Cóż, to zwyczajnie nieprawda. Specjaliści podają konkretne przyczyny występowania PMS. Wahaniom podlegają poziomy estriadolu, progesteronu i prostaglandyn. Co ważne, spada także poziom serotoniny. A z niskim poziomem tej substancji, zwanej hormonem szczęścia, trudno o dobre samopoczucie. Niemniej, co do usprawiedliwiania fochów – to bywa to czasem prawdą, ale o tym za chwilę.

Natężenie PMS zmniejsza się z wiekiem
Nie, nie i jeszcze raz nie – to mit. Na bardzo silne objawy napięcia przedmiesiączkowego narzekają także kobiety dojrzałe. Chociaż być może popularność takiego stwierdzenia związana jest z faktem, że starsze panie znają już sposoby na łagodzenie symptomów PMS i lepiej je kontrolują.

PMS trzeba po prostu przetrwać, nie ma na to leku
To pogląd, którego istnienie sprawia, że wiele pań nawet nie próbuje dowiedzieć się, jakie są sposoby leczenia PMS. A tych jest sporo. Od przyjmowania łagodnych środków uspokajających czy moczopędnych (w przypadku obrzęków), po zażywanie tabletek hormonalnych.

Objawy PMS

Tak, jak wspomnieliśmy, objawów PMS jest całe mnóstwo. Istnieje jednak też grupa tych najbardziej powszechnych. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że odkryjesz „swój zestaw” w niżej wymienionych:

  • rozdrażnienie, wahania nastroju
  • pojawienie się zaparć albo biegunek
  • osłabienie koncentracji
  • wzdęcia
  • napuchnięcie piersi
  • bóle głowy
  • bóle mięśni
  • bóle kręgosłupa
  • trądzik
  • zwiększenie lub zmniejszenie apetytu

Jak to wygląda w praktyce? O swoich objawach mówi Joanna, 32-latka z Bydgoszczy:
– Kiedy nadchodzi PMS, przede wszystkim odczuwam narastający ból głowy. Mam wrażenie, że głowa mi dosłownie za chwilę pęknie. To oczywiście powoduje, że pogarsza mi się humor. Potem dochodzą obrzęki. Coś okropnego, nie mogę wejść w swoje ubrania, nawet założenie butów sprawia mi problem. Jak przy tym zachować dobry humor? Czuję się jak w tej reklamie, gdy zmęczona kobieta chodzi z wielkim kołem do pływania, nałożonym na brzuch. Dieta niespecjalnie pomaga, zresztą najchętniej i tak jadłabym tylko czekoladę – mówi Joanna.

Nieco inaczej jest w przypadku Karoliny (27l.):
– W moim przypadku PMS objawia się przede wszystkim zmianami nastroju. Powiem szczerze – współczuję mojemu mężowi i dzieciom, myślę, że mogą mieć mnie dosyć. Sama nad sobą nie panuję. Normalnie jestem naprawdę fajną, ciepłą osobą. Nie przejmuję się głupotami, nie drażnią mnie żarty męża. Ale na tydzień przed okresem wkurza mnie właściwie każde jego słowo.

Najchętniej zamknęłabym się w ciemnym pokoju na kilka dni i w tym czasie tylko płakała. Oczywiście nie mogę tego zrobić, więc wybucham. Potem zaczynają się kłótnie, bo mój mąż, jak twierdzi, „nie wierzy w żadne PMS-y” i twierdzi, że to moja złośliwość. Ostatnio rzuciłam w ścianę talerzem – a przecież w każdej chwili do pokoju mogła wejść moja córka i oberwać szkłem. Kiedy już dostaję okres, czuję się jak ostatnia kretynka, wtedy w kółko przepraszam. I tak co miesiąc, do zwariowania. Czasem myślę, że mój mąż mnie kiedyś zostawi – podkreśla Karolina.

Jak sobie radzić z PMS?

Zespół napięcia miesiączkowego nie jest czymś, co należy zostawić „samemu sobie”. Wbrew przeciwnie – tutaj trzeba działać! Masz do wyboru środki farmakologiczne (na które receptę dostaniesz po konsultacji lekarskiej) albo domowe. Oto przegląd tych drugich:

Stosowanie się do właściwej diety. Powinnaś jeść 3-4 niezbyt obfite posiłki dziennie, spożywać świeże warzywa i owoce, pełnoziarniste pieczywo, pić wodę niegazową. Ponadto unikaj kofeiny, alkoholu, dużych ilości soli (zwłaszcza, gdy dokuczają ci obrzęki) albo silnie wzdymających potraw.

Wyrównanie ilości witamin i minerałów. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe poprzez zastosowanie właściwej diety. Dlatego po uzgodnieniu tej kwestii z lekarzem, możesz zacząć przyjmować wapń, magnez, witaminę E oraz witaminę B6.

Sięgnięcia po zioła. Wiesiołek, mniszek lekarski, imbir, melisa czy pluskwica groniasta – to zioła, które cię uspokoją i zadziałają rozkurczowo.

Stosowanie leków bez recepty. Warto sięgnąć po niektóre leki – przeciwbólowe, rozkurczowe oraz homeopatyczne. Dzięki nim doraźnie z pewnością poczujesz się lepiej.

PMS czy depresja?

Warto zauważyć, że nie zawsze PMS to… PMS. W niektórych przypadkach zmiany nastroju, a przede wszystkim kłopoty ze snem, rosnące przygnębienie i dolegliwości mogą wiązać się ze znacznie poważniejszą w skutkach depresją. Tak było w przypadku 31-letniej Marleny:

– Depresja zaczęła się u mnie dwa lata temu. Na początku miała bardzo dynamiczny przebieg – raz było dobrze, potem gorzej. Myślałam, że to po prostu PMS. W końcu mąż namówił mnie na wizytę u psychiatry – nie mógł już dłużej znieść moich awantur i płaczu. U lekarza okazało się, że to żaden PMS, tylko po prostu nasilająca się depresja. Poddałam się terapii, zaczęłam brać leki i jest sporo lepiej – mówi Marlena.

Warto zauważyć, że jeżeli PMS pojawia się nagle, chociaż np. przez poprzednie dziesięć lat nie występowały jego objawy albo wyraźnie nabiera na sile wraz z upływem czasu, to być może przyczyna jest znacznie poważniejsza. Nie można tego bagatelizować – to już czas na lekarza.

Usprawiedliwione… ale bez przesady
Na koniec mała informacja – to, że masz PMS, nie daje ci prawa do wszelakich zachowań. Rzucanie przedmiotami, wyzwiska, wyżywanie się na dzieciach – tego nie da się usprawiedliwić „po prostu PMS-sem”. I na pewno nie można zostawić tego bez komentarza, bo „ja tak mam i już”. Po pierwsze – leczenie, po drugie – rozmowa z partnerem, szczere przeprosiny i wyjaśnienia. Warto o tym pamiętać.

0