„Tak, wiem, że on ma żonę” – wyznania kochanek!

W romantycznych filmach kobieta, która dowiaduje się, że on ma żonę, policzkuje go i wypłakuje się w ramionach koleżanek. Oczywiste jest, że miała do czynienia z draniem, z którym nic już będzie jej łączyło. Ale życie… jak wiemy, ani bajką ani filmem nie jest. I nie brakuje kobiet, których nie tylko nie szokuje bycie tą trzecią, ale wręcz w ogóle im to nie przeszkadza. Kim są? Jak mogą żyć ze świadomością, że przyczyniają się do rozbicia rodziny i czy nie brakuje im kłótni o porozrzucane skarpety, czyli po prostu jego na co dzień?

Anna, Ilona, Patrycja – to bohaterki, które zgodziły się opowiedzieć o tym, dlaczego wybrały życie „tej trzeciej”. Pod zmienionymi imionami, z zastrzeżeniem, by nie publikować ich zdjęć – bo świat ich nie rozumie, a one boją się linczu. Ale chcą udowodnić, że nie wszystko jest takie, jak sądzi wiele z nas.

Z grubej rury, czyli o poczuciu winy

Dla wielu, powiedzmy „tradycyjnych” kobiet bycie kochanką musi wiązać się ze wstydem i z poczuciem winy. Przyzwoita kobieta powinna rzucić faceta, który ma żonę i dzieci, powinna nim wzgardzić. Tylko dziwki godzą się na rolę kochanki, a na pewno i one raz na jakiś czas czują wyrzuty sumienia. Bo przecież jak można tak żyć, wiedząc, że spędza się noce z kłamcą i lawirantem, a gdzieś tam w nieświadomości żyje „kochana” żona?

Anna ma 30 lat i gęste, kręcone włosy. Jej niewątpliwym atutem są wielkie, błękitne oczy, w których utopił się już zapewne niejeden mężczyzna. Wzrost średni, figura przeciętna, ale za to podkreślona najwyższej klasy ubraniami. Zapytana o wyrzuty sumienia, wybucha śmiechem pokazując szereg pięknych zębów.

– Co za utopia! Proszę wybaczyć, to dla mnie jedno z najbardziej banalnych na świecie pytań. Nie, nie mam wyrzutów sumienia, bo Marcin jest żonaty. Nie mam też wyrzutów sumienia, bo on ma dwoje dzieci. Powód jest prosty – nie ja ślubowałam i nie są to moje dzieci, ot co. Zdaniem wielu kobiet powinnam natychmiast dać mu w twarz, bo och, jak on tak może. Ale dlaczego właściwie ja mam to robić? Ze mną był szczery. Od razu powiedział, że ma żonę i jej nie zostawi, że dzieci są dla niego ważne. Że chodzi mu o czysty układ oparty na namiętności. Nie mam zamiaru udawać infantylnej idiotki, życie to nie bajka. I nie robię niczego złego. Na miejscu żony Marcina pewnie czułabym się zdruzgotana, ale nie jestem na jej miejscu i nie, nie mam wyrzutów sumienia. Każdy żyje, jak chce – podkreśla Anna.

Co daje kochanka, czego nie daje żona?

Odpowiedź nasuwa się sama – siebie w dowolnych ilościach. Czy jednak na pewno chodzi tylko o seks? Ilona, 25-latka z okolic Gdańska, podkreśla, że zdecydowanie nie. Nie sposób jednak nie zauważyć, że jej wygląd nasuwa dość jednoznaczne skojarzenia – może niekoniecznie wulgarne, ale na pewno sugestywne. Jedwabna bluzka bez stanika, wysokie szpilki, obcisła spódnica – Ilona doskonale wie, jak wygląda i jak działa na mężczyzn.

– Jasne, że jestem świadoma swojej atrakcyjności. Nie bawmy się w fałszywą skromność, skoro już rozmawiamy o życiu „tej trzeciej” jak to nazywacie. Choć według mnie jestem tą pierwszą, a żona jest, bo po prostu kiedyś się nasunęła i trudno ją zostawić. Nieważne – w każdym razie, nie chodzi tylko o seks. Ok, on jest ważny. Lubię to, że on przychodzi i robimy to już od wejścia, spragnieni siebie. Podoba mi się to, że nie przerywa nam jakiś zasmarkany dwulatek, któremu właśnie trzeba podetrzeć tyłek – jak to wygląda w domach moich spieszących się do dorosłości koleżanek. Ale przede wszystkim mam dla Igora czas. Słucham jego żalu. Nie przerywam mu, nie strzelam fochów. Kiedy opowiada o tym, jak żona nie spyta nawet o jego samopoczucie, tylko zalewa pretensjami, to jest mi go żal. To fajny, zabawny i mądry facet, który potrzebuje czasem czegoś innego, niż tylko pretensji. A te padają ciągle! Że bałagan, że za mało kasy, że kuzynka ma większe mieszkanie, że samochód znowu nie zatankowany. W ogóle nie dostrzega w nim małego chłopca, którego trzeba przytulić i wysłuchać. A mężczyźni tego potrzebują. I dlatego Igor jest mną zafascynowany – dodaje z uśmiechem Anna. – Ja po prostu nie widzę w nim maszyny do zarabiania pieniędzy i tylko tatuśka, ale przede wszystkim fajnego faceta.

Zupełnie inny aspekt sprawy zauważa Patrycja. Ma 31 lat i od czterech żyje w związku z Adamem. Nieformalnym związku, bo jest „tylko” kochanką. Jak twierdzi, żony są same sobie winne, a wszystko z powodu wyglądu.

– Na pięć moich koleżanek trzy są zamężne. Czy pani wie, jak one wyglądają? Z początku, po ślubie, każda aż kwitła. Z czasem, gdy pojawiały się dzieci, zmieniały się nie do poznania. Ja rozumiem, ciąża, te sprawy, ale to nie może chodzić tylko o to. Po pierwsze – mają w dupie swoją wagę, dosłownie wręcz. Od jednej z nich od dwóch lat słyszę, że został jej „brzuszek po ciąży”. O czym my do cholery mówimy? To zwykłe fałdy tłuszczu, które wzięły się z pączków, lodów i dojadaniu oślinionych obiadków dzieci, a nie z ciąży. Włosy związane byle jak. Ciuchów taka sobie nie kupi, bo Zuzia czy Antoś potrzebuje siódmego sweterka. I proszę mnie przekonać, że one mają seksowną bieliznę w szufladzie. Mają? Nie, mają po trzy dresy. W ogóle nie dziwię się Adamowi, gdy mówi z obrzydzeniem o rozstępach swojej żony i o tym, że najczęściej widzi ją przed telewizorem z paczką popcornu. Ok, wiadomo, że musi odpocząć. Ale mogłaby trochę o siebie zadbać, istnieją matki wyglądające świetnie. A tak… no cóż, jestem dla takiej żony kontrastem nie z tej ziemi. A faceci są wzrokowcami, prawda?

Samotność, czyli co czuje kochanka w niedzielne południe

Co czuje „ona”, kiedy on je obiad z rodziną? Przytula dzieci, idzie do ZOO, odrzuca jej połączenia, bo właśnie rozmawia ze szwagrem o planowanej budowie domu? Czy nie czuje igły zazdrości, że to ona powinna być jednak przy nim? I jak poradzić sobie z samotnością?

– Jasne, że czasem jest mi smutno – zauważa Anna, ale natychmiast się poprawia. – Właściwie to nie smutno, to złe słowo. Jest mi raczej… nudno. Ale różnica między mną a taką żoną i to, co przyciąga mężczyzn jest taka, że ja nie załamuję rąk z tego powodu. Idę sobie na fitness, umawiam się z koleżankami do knajpy na obiad. Albo organizujemy sobie wypad na zakupy czy do kina. W sumie to nawet trochę współczuję Marcinowi, że musi siedzieć z teściami, gdy ja świetnie się bawię przy lampce martini. I chyba nie chciałabym, żeby był w moim życiu codziennie. Zabiłoby to całą atrakcyjność naszego związku – podkreśla.

Nie wszystkie kochanki mają jednak tak chłodny stosunek do swoich relacji. Część z nich ciągle czeka, jak Patrycja.

– Bolą mnie te cholerne weekendy, zwłaszcza, że wiem, że byłabym lepszą żoną dla Adama, niż ta jego zaniedbana i stękająca Kamila. Ale czekam. Adam obiecał mi, że kiedy dzieci podrosną, zostawi żonę, że są po prostu za małe. Czy jestem naiwna, że w to wierzę? Nie sądzę, myślę, że on to naprawdę zrobi, bo dlaczego nie? Taki dziesięciolatek już sporo zrozumie, to i rozwieść się można. A póki co staram się opanowywać swoją zazdrość i pocieszam się, że on z nią chociaż nie sypia. Też na pewno męczy się w tej całej sytuacji, ale w końcu będziemy na stałe razem. I nie zbrzydnę po ciąży – podkreśla Patrycja.

A macierzyństwo?

Lata lecą, on realizuje swoje ojcowskie pragnienia, a ona…? Co kochanka, której zegar biologiczny bije coraz głośniej i która słyszy „wiesz, że nie mogę” myśli na temat ewentualnego macierzyństwa? Najbardziej radykalnie podchodzi do sprawy Ilona:

– Mam 25 lat, nie czuję jeszcze, że muszę mieć już teraz dzieci. Ale chwilami zastanawiałam się nad tym, co zrobię w przyszłości, którą oczywiście wiążę z Igorem. I zrobię to, co zawsze – po prostu zacznę działać. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest, ale mężczyźni mają tendencję do myślenia, że wpadkę to może zaliczyć żona, ale kochanka to już nie. Bzdura! – Ilona wybucha śmiechem. – Jeśli będę miała ochotę na dziecko, to po prostu przestanę brać tabletki, a Igorowi o tym nie powiem. I przynajmniej będzie miał w końcu porządny bodziec, żeby zostawić swoją żonę. Nie mam zamiaru mu o tym mówić, wiem, że pewne decyzje trzeba podejmować za mężczyzn. Sami się nie odważą. Pomogę mu więc być szczęśliwszym – mruga porozumiewawczo 25-latka.

Bycie kochanką nie na całe życie

Mimo ogromnej pewności siebie, każda z wyżej opisanych kobiet podkreśla, że nie jest to sposób życia na zawsze. Chcą kiedyś założyć rodziny, być żonami. Na pytanie, co zrobią, gdy mąż znajdzie sobie kochankę, odpowiadają, że to niemożliwe. Bo przecież wiedzą, co zrobić, żeby on nie szukał pocieszenia, prawda?

8