Zdrada i związek po zdradzie. Wybaczyć zdradę czy nie?

Zdecydowana większość kobiet, gdyby zapytać je o reakcję po zdradzie partnera, odpowiada natychmiast, że „absolutnie by nie wybaczyła” czy „to byłby koniec”. Nie wyobrażamy sobie wspólnego życia po zdradzie – ale wszystko się zmienia, gdy teoria staje się praktyką. Zostajemy z partnerem, bo dzieci, bo jednak uczucie, bo kredyt i przecież trudno tak przekreślić od razu dziesięć lat wspólnego życia. Problem w tym, że nie wszyscy radzimy sobie z tym, co dzieje po decyzji pt. „wybaczam ci”. I czasem to, co miałoby być wspaniałomyślnym gestem, okazuje się być wielką karą.

Statystyki dotyczące zdrady są bardzo różne, ale we wszystkich przypadkach szokują. Wynika z nich bowiem, że zdradza około 60% mężczyzn (!) oraz około 25% kobiet (Raport o Seksualności Polaków). W wielu przypadkach te zdrady nigdy nie wychodzą na światło dzienne, ale w znacznej części tak. I znowu – część partnerów odchodzi, część zostaje w związku. Ci, którzy zostają, muszą zmierzyć się z wielkim wyzwaniem – wybaczyć i nauczyć się żyć dalej. I tutaj zaczynają się schody. Czy umiemy w ogóle wybaczyć?

„Wybaczę zdradę, ale nie zapomnę”

Powiedzenie „wybaczę, ale nie zapomnę” ma się świetnie, chociaż większość z nas tak naprawdę nie wie, co miałoby się za tym chować. I w wielu małżeństwach to „nie zapomnę” zdecydowanie przeważa nad „wybaczę”, co doprowadza do katastrofy. Było tak w przypadku małżeństwa Anny i Piotra. Dzisiaj, z perspektywy czterech lat, Anna mówi o swoim związku w ten sposób:

– Gdy dowiedziałam się o tym, że Piotr zdradził mnie na imprezie firmowej, z początku nie potrafiłam dojść do siebie. Wyrzuciłam go z domu, przepłakałam dwa tygodnie. Potem jednak przemyślałam sprawę, pogadałam z przyjaciółkami. I pozwoliłam mu wrócić dla dobra nas wszystkich – nas, dzieci. On żałował, przepraszał, mówił, jak mu ciężko i jak żałuje. No a przecież każdy ma prawo do błędu, prawda? Rozstaliśmy się po dwóch latach od tamtego powrotu. Myślę, że bezsensownie te dwa lata w ogóle próbowaliśmy. Ja męczyłam się ze świadomością, że on to zrobił, on nie potrafił udźwignąć konsekwencji w postaci moich późniejszych wyrzutów. Ciągle wracaliśmy do tego tematu, był jak jakieś widmo. Każda kłótnia kończyła się tematem jego zdrady. I w końcu razem uznaliśmy, że to nie ma sensu – mówi Ania.

Piotr ma inne wspomnienia z tamtego okresu. Jak go kojarzy?

– Zacznijmy od tego, że to nie my uznaliśmy, że to nie ma sensu, tylko ja już nie wytrzymałem. Miałem dość. Zrobiłem jeden błąd, a byłem karany przez kolejne dwa lata. Kłócimy się o pizzę, że dodała znienawidzone przeze mnie ogórki – ona mówi „To może tamta by ci lepszą zrobiła”. Wychodzę z kumplem na piwo, słyszę „Tylko wiesz, nie szalej, jak ty to lubisz”. Ona wychodzi, ja ją przytulam i mówię „Tylko bądź grzeczna” i co słyszę? „To jasne, przecież nie jestem tobą”. Za przeproszeniem – do porzygania. To jakaś wieczna kara, nie związek. Na każdym kroku podkreślała, że pamięta. To miało być wybaczenie? To była męczarnia! – wspomina Piotr.

To banalna sytuacja z wielu domów. Bo prawda jest taka, że nie umiemy wybaczać, nie wiem, jak to robić, co to właściwie znaczy.

Wiele zdradzonych kobiet, tak jak Anna, z racji bycia zdradzoną daje sobie prawo do późniejszego ciągłego wypominania starych zdarzeń. Coś w stylu „zasłużyłeś na to, a ja mam prawo, bo wspaniałomyślnie ci wybaczyłam”. Problem w tym, że to nie wybaczenie. Łaskawe przyzwolenie na dalsze związek, w którym ktoś już na zawsze będzie tym złym, nie jest wybaczeniem!

Na dłuższą metę wiele takich związków się rozpada. I wcale nie dlatego, że ona nie wytrzymała tego, co kiedyś się stało. On nie wytrzymuje, bo kara jest nieadekwatna do przewinienia i w dodatku nic nie wskazuje na to, aby w przyszłości cokolwiek miałoby się zmienić. To nie jest już związek w stylu: „Mieliśmy gorsze chwile, ale daliśmy radę”, ale „Cierp przez lata, skoro zdradziłeś. Już zawsze będziesz tym gorszym, a każdy mój błąd jest niczym w stosunku do twojego”.

Psycholog pomoże po zdradzie?

Drugi poważny błąd par, które mają za sobą doświadczenia zdradzenia/bycia zdradzonym polega na tym, że uciekają oni od pomocy specjalisty. „Psycholog? To nie dla nas, jesteśmy normalni” no i jeszcze oczywiste „Swoje brudy bierzemy w domu”. W ten sposób podeszła do sprawy Karolina, która przed rokiem dowiedziała się o dwumiesięcznym romansie swojego męża.

– Tak, mój mąż namawiał mnie na to, żebyśmy udali się do terapeuty małżeńskiego. Nie chciałam w ogóle o tym słuchać. Powodów było kilka – po pierwsze, nie miałam ochoty wyrzucać grubej kasy tylko dlatego, że on nie potrafił powstrzymać się od romansu z jakąś cizią. Po drugie, nie miałam ochoty na to, żeby ktoś mówił mi, co mam teraz robić. Domyślałam się, że psycholog powie: „To nie tylko pana wina, bo przyczyna zawsze leży po dwóch stronach”. Nie chciałam tego słuchać, byłam tak zraniona i obolała tym wszystkim, że chyba zagryzłabym tego specjalistę. Zresztą, co on też takiego miałby mi powiedzieć? Że mąż szukał gdzieś tego, czego nie miał w domu? To dlaczego ja tego nie zrobiłam? Śmieszne. Mój mąż wyprowadził się dwa miesiące temu, nie podnieśliśmy się z jego zdrady. Trochę mi żal, ale z drugiej strony dobrze, że nie mieliśmy dzieci – mówi Karolina.

Wiele osób interpretuje pomoc psychologiczną w podobny sposób. Nie potrafimy i nie chcemy wyjść z roli ofiary, niektóre kobiety wręcz lubują się w uczuciu bycia bardzo pokrzywdzonymi. Sam pomysł tego, że zdrada miałaby wynikać z różnych powodów, niż tylko popęd seksualny partnera, niebezpiecznie zagraża pewności, że nie mamy sobie nic do zarzucenia. A prawda jest taka, że w większości przypadków rzeczywiście możemy „znaleźć” coś u drugiej połówki, tej, która nie zdradziła. Chłód emocjonalny, niechęć do seksu, strzelanie fochów zamiast rozmowy. Zdrada często jest sygnałem, że w małżeństwie wiele rzeczy jest „nie tak”, bywa wisienką na torcie małżeńskich problemów. I dopóki sobie tego nie uświadomimy, trudno o realne wybaczenie.

Zapominamy też, że specjalista może dać nam to, czego sami nie znajdziemy – wskazówki, realne wytyczne postępowania. Może przestrzec przez typowymi błędami i przygotować na wiele emocji czy reakcji. I w końcu – powie nam, co to właściwie znaczy „wybaczyć”, tak, abyśmy podejmowali świadomiej decyzję o pozostaniu w związku.

Co z tym zaufaniem po zdradzie?

Kolejna kwestia – zaufanie. Pięknie mówimy o tym, że „postaramy się odbudować nasze zaufanie względem partnera”, ale tak naprawdę na tych słowach bardzo szybko się kończy. Udowadnia to przypadek Marty:

– To ja zdradziłam. Stało się, miałam krótki romans, mąż przeczytał smsa i bach, było po sprawie. Wybaczył, byliśmy potem razem przez niespełna rok i w końcu odeszłam. Wychodząc z domu z walizkami, poczułam, jak w końcu mogę odetchnąć pełną piersią. Dlaczego? Mój mąż często powtarzał „Muszę odbudować zaufanie do ciebie”. Z początku to rozumiałam, ale z biegiem czasu okazało się, że to, co wyprawiał, nie miało związku z budowaniem czegokolwiek. On po prostu zrobił sobie samowolkę w związku z kontrolowaniem mnie. Sprawdzał mój telefon niemal codziennie. Podsłuchiwał moje rozmowy, czytał maile. Ale szczytem wszystkiego było to, gdy zamontował mi jakąś aplikację, która pozwalała mu dowiadywać się, gdzie jestem. Poczułam, że już tak dalej nie mogę, czułam się osaczona, jak więzień. To było bez sensu – mówi Marta.

Znowu – to, co robił mąż Marty, nie miało nic wspólnego z szumnym „budowaniem zaufania”. Ale sami dajemy sobie prawo do decydowania, co nim jest, a co nie, bo czujemy się pokrzywdzeni. I popełniamy błędy – w tym przypadku doprowadziły one do rozpadu małżeństwa. Bo zaufanie, pierwotne czy odbudowane, jest niezbędne do dobrego samopoczucia w związku.

Wybaczyć zdradę, czyli właściwie co robić i jak się zachować?

Właśnie – co właściwie oznacza „wybaczyć”? Cóż, przede wszystkim, wbrew pozorom, udawać… zapomnienie. Jak podkreślają specjaliści, po trwającej, np. miesięcznej burzy, wylewaniu łez, okresie awantur, gdy powiedziałaś już wszystko, co chciałaś mu powiedzieć – czas zamilknąć. Na lata. Psychologowie są zgodni, że podstawą budowania związku na nowo i wybaczenia zdrady jest nie tyle udawanie, że „to” nigdy się nie stało, ale uznanie sprawy za zamkniętej, zakończenie rozdziału pt. „zdrada” i nie wracanie do niego – nigdy. W przeciwnym razie, jeśli zostawimy sobie małą furtkę, asa w rękawie typu „bo mnie zdradziłeś”, już zawsze będzie nas kusiło, by go użyć. Nawet wtedy, gdy nie mamy racji – a może właśnie wtedy warto przypomnieć mężowi, że już lepiej, żeby siedział cicho, bo przecież kiedyś… Do niczego dobrego to nie doprowadzi. Jeśli wybaczamy, to mówimy sobie wszystko raz, a dobrze, a potem sznurujemy usta. Bez docinek, dopieprzania, wypominania. Tak, by tak druga osoba też mogła z tym żyć.

Druga sprawa – zaufanie. Musimy się nauczyć, że budowanie zaufania nie daje nam prawa do inwigilowania partnera, śledzenia każdej jego czynności. Musimy budować zaufanie, a nie bawić się w detektywa i pokazywać mężowi, jak bardzo mu nie ufamy. To dwie inne kwestie.

No i ten terapeuta – tak na deser. Oczywiście, że bardziej winnym jest ten, kto zdradził, niezależnie od tego, co działo się w związku. Powinniśmy porozmawiać, próbować, a nie skakać w bok. Jednak problem polega na tym, że nie zawsze (a właściwie rzadko) postępujemy tak, jak powinniśmy. I czasem zdrada jest reakcją na to, że coś w związku jest nie tak. Specjalista pomoże nam to odkryć i rozwiązać – byśmy mogli rzeczywiście cieszyć się jeszcze kiedyś związkiem, jak to przecież planujemy.

0